Pain Of Salvation
The Perfect Element
InsideOut/Rock Serwis
****

Wysmakowany, choć nieco zbyt długi album w klimatach Queensryche i Dream Theater.
Na The Perfect Element, trzeciej już płycie szwedzkiej grupy Pain Of Salvation, nie brak wspaniałej muzyki. WeĽmy King Of Loss. Wspaniały riff, ci±głe zmiany dynamiczne i nastrojowe, jak zmiana pór roku - jedna naturalnie wynika z drugiej i każda ciekawa, do tego bogactwo ¶rodków wyrazu, które w tym przypadku jest bogactwem walorów. Albo Reconciliation... ¦redni± atrakcyjno¶ć linii wokalnych z nawi±zk± rekompensuje wielobarwno¶ć i wielowarstwowo¶ć partii instrumentalnych. Albo Song For The Innocent... Łagodna niemal ba¶niowa ballada z pl±saj±cymi klawiszami. Z kolei Idioglossię najpierw niesie basowa brawura a la Dream Theater, a następnie czaruje melodyjny refren w klimacie Queensryche. Zamykaj±cy cało¶ć utwór tytułowy również zwraca uwagę - symfoniczny rozmach, frapuj±cy pazur riffów i znów ta zmienna jak w górach pogoda - łagodnie sun±ce obłoczki, a za chwilę burza. Tylko po co ten długi wstęp, w którym niewiele się dzieje? Gdyby nie on, ocena byłaby jeszcze wyższa.

MARCIN GAJEWSKI
 

Powyższy tekst pochodzi z magazynu Tylko Rock, nr 1 (113), styczeń 2001. Wszelkie prawa do tekstu należ± do jego autora i wydawcy magazynu Tylko Rock.

 recenzja The Perfect Element part I - Tylko Rock 1/2001na górę