Wysmakowany,
choć nieco zbyt długi album w klimatach Queensryche i
Dream Theater.
Na
The Perfect Element, trzeciej już płycie
szwedzkiej grupy
Pain Of Salvation, nie brak wspaniałej
muzyki. WeĽmy
King Of Loss. Wspaniały riff, ci±głe
zmiany dynamiczne i nastrojowe, jak zmiana pór roku -
jedna naturalnie wynika z drugiej i każda ciekawa, do
tego bogactwo ¶rodków wyrazu, które w tym przypadku jest
bogactwem walorów. Albo
Reconciliation... ¦redni±
atrakcyjno¶ć linii wokalnych z nawi±zk± rekompensuje wielobarwno¶ć
i wielowarstwowo¶ć partii instrumentalnych. Albo
Song
For The Innocent... Łagodna niemal ba¶niowa ballada
z pl±saj±cymi klawiszami. Z kolei
Idioglossię najpierw
niesie basowa brawura a la Dream Theater, a następnie
czaruje melodyjny refren w klimacie Queensryche. Zamykaj±cy
cało¶ć utwór tytułowy również zwraca uwagę - symfoniczny
rozmach, frapuj±cy pazur riffów i znów ta zmienna jak
w górach pogoda - łagodnie sun±ce obłoczki, a za chwilę
burza. Tylko po co ten długi wstęp, w którym niewiele
się dzieje? Gdyby nie on, ocena byłaby jeszcze wyższa.
MARCIN
GAJEWSKI