|
A więc zmieniamy się. Dzień po dniu, podejmujemy te ważne
decyzje, te zmiany kierunku, które wydają się być tak
natychmiastowe i chwilowe; zostawiając siebie samych z
tyłu, by spotkać nowe, charakterystyczne wzorce. Z wyboru,
lubimy myśleć. Jednak boleśnie niemożliwe jest zostawić
zupełnie wszystko za sobą, zmienić decyzją. Mimo, że odpuszczamy,
mimo, że odwracamy głowę i wyrzucamy wnętrzności na ulicę.
Nawet, gdy biegniemy pustymi chodnikami młodości, poszukując
nowego i świeżego, ledwie gromadząc odłamki przeszłości
naszej i naszych rodziców; przeszłości ludzi i gatunku.
Niezmienny ruch Dotąd, wieczna podróż do Mnie.
A więc, pozostajemy niezmienni. Ale czy teraz to nie trochę
inna niezmienność, inny odcień?
I tak, krok po kroku, wzmacniamy rdzeń, umieszczając
piastę bliżej środka, by koła kręciły się szybciej. Zamieniamy
niepokój na skupienie, zamieniając małe nic, na wielkie
coś, ciągle zachowując równowagę, ciągle trzymając wszystkie
cegły w podwórzu. Później używamy tych, które najbardziej
przypadną nam do gustu, by zbudować wszechświat wokół
nas, strojąc się na wielkie Przyjęcie - budując siebie
do Życia. W ten sposób poznajemy siebie, patrząc beztrosko
wstecz, na nasze wietrzne drogi, ogłupieni wrażeniem,
że zawsze się zmieniamy, nigdy nawet nie zmieniwszy naszego
głównego kierunku.
A więc, patrzę wstecz. Ale wszystkie te kroki, które
mam za sobą, wydają się tak małe, tak bezużyteczne i niezdolne,
by zmienić się i ukształtować. Desperacko poszukuję decyzji,
stałej obecności, podczas kształtowania mojego życia i
mnie samego. I kiwam głową na myśl, że nie ma tej obecności.
O tak, pamiętam decyzje. Dokładnie pamiętam decyzję, by
uczęszczać do tej szkoły pisarskiej sześć lat temu. Niezbyt
duży krok, ale gdy to się stało, poznałem tam wspaniałą
dziewczynę w trudnej sytuacji i nasze drogi od tamtej
pory się nie rozeszły.
Co więcej, pamiętam zdecydowanie się na wegetarianizm,
po obejrzeniu programu dokumentalnego w telewizji, uwolnienie
się w końcu od wstydu i winy, które tak bardzo ciążyły
mi na ramionach - znowu zostawiając siebie z tyłu. Przynajmniej
ta decyzja była rezultatem nie tyle programu dokumentalnego,
ile końcem bardzo długiej drogi, krok za krokiem. Nie
mogę więc naprawdę powiedzieć, że decyzja zmieniła moje
życie, nie bardziej, niż te wszystkie niezliczone kroki,
które zrobiłem. Nie, życie zmieniło moje życie. A zasługą
tego ostatniego kroku jest tylko to, że uświadomił mnie
on co do kierunku, którym już podążałem. Ale czyż nie
chcemy wszyscy wierzyć, że istota naszego życia nie zmieniła
się ani trochę, tylko środek przez który się wyraża?
Gdzieś, pod powierzchnią musi być ogromny mechanizm fundamentalnych
decyzji życiowych - niemożliwy do chwycenia. A tamte ostanie
kroki, tamte chwilowe decyzje, są łatwiejsze do zlokalizowania,
tak widzialne dla oka. Ale nie są narzędziem zmiany. Tak,
jak upadek Wielkiego Kanionu nigdy nie mógłby być wynikiem
pojedynczego kroku.
A więc, kontynuuję kopanie, rozbieranie. Zrzucając łańcuch,
patrząc na poświęcenie się muzyce na całe życie - części
mnie tak wielkiej, że może pochodzić tylko z czystej decyzji,
chwila wglądu w prawdę, tak? Ale nie. To jest tak, jak
gdybym zawsze wiedział, że to jest moje powołanie, moja
jedyna droga. Więc oto jestem, poszukując tego pierwszego
kroku - tej niewidzialnej decyzji, która zmieniła moje
życie do tego stopnia, że właściwie stała się moim życiem.
Ale co, jeśli odkryję, że jest za późno, tak jak z każdym
innym, pierwszym krokiem w kierunku podjęcia decyzji.
I być może właśnie tak bronimy naszych Ceglanych Wszechświatów,
od zdmuchnięcia przez Wielkiego Złego Wilka. Dlatego,
że w życiu wilk, to ta przerażająca myśl, że nie ma się
kierunku, żadnej korelacji pomiędzy przeszłością, a przyszłością
i całkowicie: żadnego Mnie.
A więc, trzymamy się chwilowych decyzji, żebyśmy rozumieli
zmienianie się życia i nas samych i abyśmy pozostali wierni
naszemu kierunkowi. Dlatego jestem tu, próbując popsuć
Przyjęcie, zdmuchnąć pozostałości mojego Ceglanego Wszechświata,
żeby odkryć jego fundamenty. Od lat walczę i cierpię,
odarty z wierzeń, wyczekując na próżno spełnienia i uzupełnienia
- Poszukiwacz podstawowych mechanizmów podejmowania decyzji
i zmian, nagi dla świata. Otwarty, żeby wiedza mnie znalazła,
wypełniła. A z nią, o co się modlę, musi przyjść prawda.
Ponieważ Poszukiwacz musi znaleźć, nie będzie już Poszukiwaczem,
lecz zostanie Znalazcą, Uświadomionym. A wszystko, co
wiem na pewno, to ja: rozczarowany chłopiec w lekkomyślnej
podróży, zamieniający luksus podejmowania decyzji, na
niestabilność małego kroku, by osiągnąć kontrolę, którą
można uzyskać tylko poprzez świadomość. Zamieniam moc
wielkiego ryzyka, na korzyści z rzadkich możliwości -
próbując pokryć całą powierzchnię życia, jaka jest tylko
możliwa, żeby nie rozminąć się z właściwą drogą. Ciągle
próbuję być świadomym każdego pojedynczego kroku...
by nie spowodować upadku Wielkiego Kanionu.
9 grudnia, 1998
|